Kontrola dotycząca zagładzania koni - Nałęczów

.

Koniki z Nałęczowa

 

W ostatnim czasie piszecie Państwo do nas maile, sms-y i dzwonicie z pytaniem jak czuje się stado koni z Nałęczowa (odebrane w marcu) panu Stivenowi D. Tak wielu z Państwa poruszył los tych koni, tak wielu z Was przekazało naszej organizacji środki finansowe na ratowanie tego zagłodzonego stada, za co z serca pragniemy Wam jeszcze raz podziękować. W tej chwili wszystkie odebrane koniki czują się już dobrze. Bardzo często pytacie Państwo o Wojtusia, jak potoczyły się losy tego najmniejszego w momencie odebrania stada konika, otóż Wojtuś czuje się dobrze, niestety nadal jest taki malutki, jest wyjątkowy, przymilny i kochany, nasze serca też są najbliżej niego, chociaż pokochaliśmy je wszystkie. Odwiedzamy je każdego miesiąca. Pragniemy również powiedzieć, że sprawa w sądzie o znęcanie się nad stadem koni przez Stivena D. trwa. Wystąpiliśmy razem z Kariną Schwerzler jako oskarżyciele posiłkowi domagając się wyroku dla człowieka, który dopuścił się tak strasznego bestialstwa wobec zwierząt. Niestety po odebraniu  koni mimo wspaniałej opieki weterynaryjnej i właścicieli stajni nie udało się uratować dwóch koników... odeszły na zawsze. W lutym odbędzie się kolejna rozprawa w której również będziemy uczestniczyć. Będziemy Państwa informować o przebiegu sprawy, mając nadzieję, że sprawca tego czynu zostanie ukarany. Poniżej przedstawiamy Państwu tego, o którego tak często pytacie, naszego malutkiego Wojtusia, jak wyglądał w dniu odebrania, a jak wygląda teraz... Dziękujemy za wszelką pomoc, którą okazaliście tym zwierzętom. Jak wielu mamy przyjaciół  przekonujemy się właśnie w czasie takich dramatów, że nas nie zostawiacie i jesteście z nami... tylko razem możemy ratować i pomagać....

 

Materiał udostępniony przez Polsat  

 

 

 


Koński dramat

Tylko koni żal... Echa Dnia Kielce

"Zagłodzone czy zatrute? Została tylko połowa stada. Zaopiekowali się nimi dobrzy ludzie.

- Jak można było tak zagłodzić żywe istoty? Jak można było doprowadzić do sytuacji, gdy ze stada liczącego 26 koni przy życiu pozostało tylko 14, z czego stan jednego jest bardzo ciężki? - pytają ludzie, którzy społecznie od wczoraj zajmują się końmi zabranymi od właścicieli z pastwiska koło Nałęczowa w gminie Końskie. Zdaniem właścicielki stada, mieszkanki Krakowa, zła kondycja koni to wynik zatrucia po podaniu zwierzętom środka na odrobaczanie zaleconego przez lekarza weterynarii. Lekarz, Robert Narożnicki, nie ma wątpliwości: - Konie, które żyją, są zagłodzone i odwodnione - twierdzi. - Przyczynę zgonu padłych zwierząt będzie można stwierdzić po sekcji zwłok. Postępowanie w tej sprawie prowadzi konecka policja.

Jeszcze w styczniu stado koni typu arab kaukaski, wypasane na poletkach oczyszczalni ścieków w Kornicy pod Końskimi było w całkiem niezłej kondycji. Tak przynajmniej twierdził powiatowy lekarz weterynarii Tadeusz Kulkiewicz, który badał zwierzęta. Konie żyły "na dziko", bo jak twierdzi ich właścicielka, tego typu rasa, musi mieć przestrzeń i sama powinna poszukiwać pożywienia.
- To fakt - mówi Wojciech Ciepliński, z wykształcenia hodowca koni, właściciel podkoneckiej stajni. - Konie te tak są hodowane w zachodniej Europie. Ale tam nie ma tak srogich zim, jak u nas. Tu, w okolicach Kornicy, zalega gruba warstwa śniegu. Zwierzęta nie były w stanie wygrzebać sobie spod niej pożywienia. Powinny być dokarmiane. Ich opiekun, Anglik, prawdopodobnie dokarmiał je tylko sporadycznie.
Od początku marca z końmi zaczęło dziać się coś złego. Gdy zaczęły padać, sprawą zajęła się policja. Trzy martwe zwierzęta przewieziono w środę do Włoszczowy, gdzie ma być przeprowadzona ich sekcja. Ile w sumie straciło życie, nikt nie potrafi powiedzieć. Wiadomo tylko, że z inicjatywy osób z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w nocy ze środy na czwartek wyłapano 14 koni, które przewieziono do prywatnej stajni w Skrzyszowie. Jeden z nich nie ma siły stać. Właściciele stajni, Danuta i Stefan Szymczykowie są zatrwożeni stanem zwierząt. - Jak można było tak zagłodzić żywe istoty? Przez skórę widać żebra, kości miednicy. Gołym okiem widać, że nie karmiono i nie pojono zwierząt - twierdzą małżonkowie.
Podobnego zdania jest lekarz weterynarii Robert Narożnicki, który zapisał kilka tygodni temu lek na odrobaczenie. - Przyczyną fatalnej kondycji pozostających przy życiu istot jest ewidentnie zagłodzenie i odwodnienie, a nie lek na odrobaczenie - twierdzi. - Zresztą przyczynę zgonu wyjaśni sekcja zwłok. Na razie trzeba się cieszyć, że zwierzętami zajęli się dobrzy ludzie."

Byliśmy na miejscu zdarzenia 17 marca z pomocą dla tych zwierząt - natychmiast po ukazaniu się artykułu prasowego. To co tam zobaczyliśmy  nie pokaże nawet najlepiej zrobione zdjęcie....... możemy śmiało powiedzieć, że jest nam wstyd iż jesteśmy ludźmi................. Zastaliśmy 15 koni - w tym jedno ok. 4 miesięczne źrebię oraz ciężarne klacze! - zaniedbane, przewracające się z głodu - do takiego stanu doprowadził je  pseudo - właściciel.... Postawiliśmy sobie pytanie jak można i kim trzeba być, żeby wyrządzić tym niewinnym stworzeniom tak wiele krzywdy.... doprowadzić do tak strasznej śmierci jaką jest śmierć głodowa?! Natychmiast wezwaliśmy naszych zaprzyjaźnionych lekarzy weterynarii (na miejscu nikt nie chciał się podjąć leczenia tak dużego stada w obawie i to, jakie będą koszty i kto za to zapłaci.... potworne i żenujące). Przyjechali wspaniali lekarze-za co już serdecznie im dziękujemy (choć mają ponad 2 godziny drogi w jedna stronę), którzy razem z nami uczestniczyli w akcji ratowania Kasztanka. Przez dwa dni - w czwartek i piątek - podawali wycieńczonym zwierzętom w kroplówce elektrolity, pomagali najbardziej potrzebującym zwierzętom podnosić się, widzieliśmy ich trud i wielkie zaangażowanie w niesieniu pomocy. To była niesamowita akcja za co nisko chylimy czoła przed nimi...... Te dwa dni były najgorsze, a oni spisali się na medal - jesteśmy dumni, że mogliśmy poznać takich wspaniałych lekarzy weterynarii. Kiedy po dwóch dniach wreszcie sytuacja wydawała się opanowana późnym wieczorem pojechali  do domu. My pozostaliśmy razem z właścicielami stajni  i nagle ten 4-miesięczny źrebaczek nazwany przez nas Wojtusiem dostał kolki i wydawało się, że to już koniec. W wielkiej desperacji ze łzami w oczach sami rozpoczęliśmy walkę o jego życie (ponieważ lekarze weterynarii dojeżdżali do miejsca ok 150 km, więc nie mogliśmy czekać). Udało się- kilkuletnia praktyka z naszymi końmi pozwoliła nam uratować życie- strasznie byliśmy dumni z siebie - Wojtuś żyje, weterynarz potwierdził, że wszystko wykonaliśmy prawidłowo ,tak bardzo się cieszymy. A teraz ze wszystkich  sił prosimy Państwa o pomoc dla Wojtusia i jego 14 końskich przyjaciół. Nasi weterynarze dojeżdżają codziennie i leczą całe stado, my dowozimy witaminy, karmę, elektrolity. Kiedy tam jechaliśmy wiedzieliśmy, że nie mamy pieniędzy, żeby je ratować, ale też wiedzieliśmy, że najpierw trzeba ratować i zrobić wszystko co się da, aby mogły przeżyć,  a potem będziemy się martwić o pieniądze - podjęliśmy się opieki i nie zostawimy tych zwierząt bez pomocy.

 

 

POBIERZ REPORTAŻ!


Nadal ratujemy  zagłodzone koniki z Nałęczowa...

Kochani Nasi - pragniemy serdecznie i gorąco podziękować za pomoc, jaką  dla nich otrzymaliśmy, to dzięki Wam mają opiekę weterynaryjną, lekarstwa, kroplówki, witaminy, opłacone miejsce w pensjonacie, wyżywienie  i wszystko co jest im potrzebne, aby mogły odzyskać siły i powoli powracać do normalnego życia. Niestety do tego jest jeszcze  bardzo daleka droga - stan niektórych z nich jest  nadal określany jako poważny-szczególnie  źrebnych klaczy. Sytuacja prawna koni nadal nie jest wyjaśniona, dlatego zwierzęta  pozostają na naszym pełnym utrzymaniu. Dziękujemy za wszystkie piękne słowa. Pytacie Państwo szczególnie o Wojtusia - my również pokochaliśmy go bardzo, jak na razie Wojtuś dzielnie walczy o życie, chociaż często nawet nie ma siły wstać trzeba pomagać mu się podnieść.  Z badań krwi wynika, że jego stan jest bardzo poważny. Wojtuś jest szczególnie przymilny, bezgranicznie ufa człowiekowi, wkłada głowę pod rękę i może tak stać nawet kilka godzin, to tak jakby nie pamiętał ile krzywdy wyrządził mu jego właściciel. Chyba nie pamięta bo go pewnie nie widział, człowieka kojarzy sobie z tym dobrem, które go spotkało po ciężkim czasie głodu-z jedzeniem,   ciepłem,   pomocą gdy nie mógł się już sam ruszać, dlatego jest taki pełen zaufania i miłości do ludzi. W jego oczach widać tyle radości i uwielbienia na nasz widok...........   Za wszystko serdecznie dziękujemy. Wkrótce podamy więcej szczegółów w tej sprawie.............

 

Wojtuś

 

 

 

Magazyn Ekspres Reporterów TVP 2 18.04.2006

http://tvp.pl/558,20060418329663.strona-to