Interwencje w trasie

.

 

2 maja 2007

 

Nie bądźcie obojętni na ich cierpienie...razem możemy im pomóc.........

Wracamy  z Warszawy ze spotkania z dziećmi niepełnosprawnymi, które odbyło się w szkole przy ul. Elektoralnej. Temperatura powietrza dochodzi do 33 stopni, zatrzymujemy się na stacji benzynowej w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego, aby napoić naszego Kaszmirka, który również uczestniczył w tym spotkaniu i chwycił dzieciaki za serca swoim spokojem i opanowaniem. Przed nami stoi samochód transportujący zwierzęta. Zaciekawieni podchodzimy bliżej przyglądamy się, gdyż naczepa tego rodzaju- tzw. amerykanka już dawno nie powinna służyć do transportu zwierząt...
 

 

Razem możemy im pomóc......... Samochód jest w strasznym stanie- popękane, ostre elementy stanowią zagrożenie dla transportowanych zwierząt. Wcześniej- podczas kontroli granicznych- widzieliśmy te naczepy i poranione do krwi nogi zwierząt, przeważnie bykom kopiącym w podłogę nogi wpadały między metalowe elementy, co uniemożliwiało ich wyjęcie. W samochodzie znajdują się umęczone do granic możliwości zwierzęta- na końcu naczepy stoją byki, a w drugiej części i na piętrze świnie. Niestety już na pierwszy rzut oka widać, że samochód jest przeładowany o kilkadziesiąt sztuk. Zwierzęta leżą na wpół żywe, jedne na drugich, a część świń nie rusza się wcale. Reszta gryzie się między sobą walcząc w tej ciasnocie o miejsce i zjada własne odchody- bo nie ma już żadnej podściółki. Samochód odjeżdża, a my postanawiamy ruszyć za nim i prosić Policję o pomoc. Dopiero na terenie Częstochowy samochód zostaje zatrzymany przez Policję. Prosimy o wezwanie Powiatowego Lekarza Weterynarii- niestety nie było z nim żadnego kontaktu. Na miejsce zdarzenia zostaje wezwana drogówka i tu ku naszemu zaskoczeniu Policja nie stwierdza uchybień w stanie samochodu-sprawdzono oświetlenie i ogumienie- niestety zwierzęta w tym nie są ważne, choć są odpowiednie przepisy prawne, które określają warunki przewozu zwierząt, które Policji powinny być znane. Jesteśmy załamani jednak domagamy się skierowania samochodu do najbliższej ubojni w celu rozładunku zwierząt nadmiernie stłoczonych- niestety bez Powiatowego Lekarza Weterynarii nie ma takiej możliwości. Samochód nie ma papierów potrzebnych do transportowania zwierząt, ale to niestety dla Policji nie jest żadnym argumentem przemawiającym za tym, że te zwierzęta w takich skandalicznych warunkach i w takim stłoczeniu nie mogą jechać dalej. Naczepa jest własnością ogromnych i znanych zakładów mięsnych. Rozmawiamy więc telefonicznie z właścicielem pytając- "dlaczego doszło do takiego załadunku, dlaczego transportuje się zwierzęta samochodami, które nie mają aktualnego zaświadczenia o dopuszczeniu do transportu żywych zwierząt?" Otrzymujemy odpowiedź, że ta przyczepa wyjechała ostatni raz i już więcej się to nie powtórzy. Wobec wyczerpania wszystkich możliwości zdziałania czegokolwiek więcej, wobec nieobecności Powiatowego Lekarza Weterynarii i niechęci Policji do podjęcia jakichkolwiek działań mimo ewidentnych zaniedbań przewoźnika, świadomi ogromnej bezsilności postanawiamy wraz z Policją puścić transport do ubojni oddalonej o ok. 60 km. Zadajemy sobie jednak pytania- "na miejscu załadunku zwierząt w drogę na śmierć jest zawsze obecny lekarz weterynarii, więc w jaki sposób dochodzi do tego, że samochody są przeładowane o 30 sztuk, że zwierzęta są przewożone samochodami, które nie mają odpowiednich pozwoleń i przeglądów a właściwie od lat są wycofane z przewozu? Czy to ktoś w ogóle sprawdza - a powinna zarówno Policja jak i Powiatowy Lekarz Weterynarii? Czy też dla nich te zwierzęta nie są istotami, które jeszcze żyją i czują? Czy ta droga na śmierć musi być takim koszmarem jak i pewnie całe ich życie? Dlaczego naraża się je na stres i dodatkowe niepotrzebne męczarnie?".

Niektóre z nich słońce oglądają jeden jedyny raz w życiu - tylko w drodze na śmierć. Nie możemy się z tym wszystkim pogodzić. Wielokrotnie widzimy, że transport lodówek i telewizorów jest o wiele bardziej "humanitarny" niż transport zwierząt, bo telewizor może się stłuc, a cóż taka świnia- najwyżej zdechnie.... W tej sprawie skierowaliśmy pismo do Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii oraz do Powiatowego Lekarza Weterynarii, który nadzoruje te zakłady mięsne. Z niecierpliwością czekamy na odpowiedź- o jej treści Państwa poinformujemy. Jeśli widzicie na poboczu lub stacji benzynowej transporty zwierząt, prosimy reagujcie.... szukajcie pomocy na Policji lub u Powiatowego Lekarza Weterynarii- może razem uda nam się obudzić w odpowiednich służbach oraz przewoźnikach chęć podjęcia działań, żeby ten koszmar przerwać. Czeka nas upalne lato, pomyślcie o tych męczarniach, które czekają zwierzęta w tych okropnych warunkach i ogromnej znieczulicy.... Obie historie opisujemy ze szczególną dedykacją dla tych osób, które w różnych miejscach wypowiadają się jakoby warunki transportu zwierząt w Polsce uległy poprawie a organizacje ekologiczne posługiwały się nieprawdziwymi lub przeterminowanymi informacjami.... może i prawo mamy dobre, ale niewiele osób go przestrzega- nie robią tego nawet Ci, którzy z urzędu mają taki obowiązek. Koszmar zwierząt dokonuje się każdego dnia na naszych drogach- wystarczy tylko otworzyć oczy..........
 

 

2 marca 2007

 

Tyle cierpienia....

Marzec- poźne godziny wieczorne, wracamy z kolejnej sprawy sądowej w sprawie koni Stivena, na poboczu widzimy stojący samochód do przezwozu zwierząt, wiec postanawiamy się zatrzymać, żeby sprawdzić czy znajdują się w nim zwierzęta. Niestety okazuje się, że  samochód jest zepsuty, a w śrdodku- straszny pisk i wrzask nie do zniesienia...
 

 

 

Zwierzęta, a konkretnie świnie są wiezione w warunkach koszmarnych. Część zwierząt leży, bo już nie mają siły wstać, reszta gryzie się wzajemnie walcząc o odchody znajdujące się jeszcze na podłodze samochodu. Ten koszmarny widok stoi nam przed oczami do dzisiejszego dnia- zwierzęta były tak głodne i spragnione, ze zjadały własne odchody i obgryzały sobie uszy. Postanawiamy wezwać Policję i Powiatowego Lekarza Weterynarii. Patrol Policji dokonuje ogólnego przeglądu samochodu, a my staramy się zobaczyć co dzieje się ze zwierzętami. Chcąc się dowiedzieć czegoś więcej o ich stanie w obecności Policji pytamy kierowcę ile godzin zwierzęta jadą bez wody i picia. Otrzymujemy odpowiedź, że ok 6 godzin są w drodze- niestety patrząc na to co się dzieje w samochodzie nie wierzymy. Wzywamy kolejny patrol Policji, teraz już jest to radiowóz drogówki, który sprawdza tachograf... i okazuje się, że świnie, jadą z województwa kujawsko- pomorskiego do ubojni w Nowym Targu i są już bez jedzenia i picia 14 godzin. Na miejsce zdarzenia przyjeżdża Powiatowy Lekarz Weterynarii, razem dokonujemy przeglądu zwierząt. Z dokumentów załadunku wynika, że załadowano........ 30 sztuk za dużo, dlatego panuje taka ciasnota i ścisk. Pani weterynarz szuka najbliższej ubojni, gdzie chce skierować transport, żeby skrócić zwierzętom cierpienia. Niestety najbliższa ubojnia to ubojnia bydła, wiec zapada decyzja, że trzeba samochód tam odholować. Policja wzywa specjalistyczną Pomoc Drogową, a weterynarz organizuje karmę oraz miejsce, gdzie zwierzęta zostaną rozładowane i nakarmione. Rano wyruszą już do miejsca przeznaczenia czyli rzeźni. Stojąc tam w poczuciu całkowitej bezradności byliśmy świadomi, że nie możemy zrobić już więcej nic, że możemy tylko choć odrobinę pomóc w zaspokojeniu głodu i pragnienia... i skrócić cierpienie w drodze na ubój.... Dwie świnki oblizują nam ręce- podwójnie ciężko to wszystko przeżyć. Wydobywające się z samochodu piski długo trwały w naszych uszach. Zadajemy sobie pytanie- "co by się stało gdybyśmy się nie zatrzymali, ile czasu te zwierzęta by tam jeszcze stały obgryzając i zagryzając się wzajemnie. Oczywiście została sporządzona notatka i w tej sprawie wystąpimy jako oskarżyciel posiłkowy przeciwko firmie transportującej. Złamano prawo , gdyż zwierzęta nie zostały nakarmione i napojone mimo, że podróżowały aż 14 godzin, a do tego były narażone na stres i nadmierną ciasnotę. W związku z tą sprawą mamy gorącą prośbę do Państwa- jeśli zobaczycie podobny przypadek dzwońcie na bezpłatny nr 112 lub 997 prosząc Policję o podjęcie interwencji. Niech ludzie zajmujący się transportem zwierząt wiedzą, że nie przewożą rzeczy, ale żywe istoty i w razie awarii samochodu muszą zadbać nie tylko o swój interes, ale także zadbać o zwierzęta. Jeśli one jadą już na śmierć niech ta droga będzie jak najkrótsza i oszczędzająca im zbędnego stresu i cierpienia, a ludzie zajmujący się przewozem zwierząt niech czują, że są obserwowani czy zgodnie z prawem wypełniają swoje zawodowe zadania. Świnia to bardzo inteligentne zwierzę, możemy coś o tym powiedzieć ponieważ w naszym przytulisku mieszkają 3 świnki. Pragniemy serdecznie podziękować Pani doktor pełniącej funkcję Powiatowego Lekarza Weterynarii w Będzinie, patrolom Policji prewencji i drogówki z Siewierza za pomoc i ludzkie podejście do sprawy. Obyśmy częściej spotykali takich ludzi na swojej drodze i na wszystkich drogach, którymi jadą transporty..........
 

 

 


Żniwa zbierają żniwo - śmierci.........

Kochani - w takim przypadku, jaki chcemy Wam teraz przedstawić, przychodzą największe chwile zwątpienia w sens tego, co robimy, bo to chwile największych porażek, w których stajemy twarzą w twarz z obliczem bezsilności - 18.08.2006r. znowu jej doświadczyliśmy. Było już po 19.00, wracamy od jednego z naszych koni, przed nami jedzie duży, ciężarowy samochód i zauważamy, że w górnej szczelinie wystają brązowe uszy... już wiemy, za czym jedziemy - to transport śmierci. Postanawiamy zbliżyć się do samochodu... niesetety nasze przypuszczenia się potwierdzają, z boku widzimy konie krótko wiązane na sznurkach za głowy - postanawiamy zatrzymać i skontrolować ten transport. Wiadomo, że sami nie możemy tego zrobić, więc wzywamy Policję i jedziemy za samochodem dalej. Wszystko dzieje się na trasie, która prowadzi z gór, a więc domyślamy się, jakie konie zobaczymy po otwarciu samochodu........... wreszczie patrol policji zatrzymuje transport. Jak zwykle my - dziewczyny - nie potrafimy tam podejść........ bo taki widok strasznie boli. Razem z patrolem Policji jest nasz Prezes Dominik - zawsze te trudne działania, czyli odprawianie zwierząt, pozostawiamy jemu. Natychmiast po zatrzymaniu przez Policje tego samochodu padły wyzwiska i groźby pod adresem Dominika - mamy wrażenie, że gdzieś już ten Pan kierowca musiał się z nami zetknąć......... My zachowywaliśmy się bardzo grzecznie, natomiast kierowca atakował nas w sposób karygodny tylko dlatego, że poprosiliśmy, aby otworzył samochód, gdyż już z zewnątrz widać było, że konie były uwiązane zbyt krótko, nie miały podściółki. Chcieliśmy też sprawdzić, czy coś w transportach śmierci zmienia się na lepsze....... niestety niewiele. Nie można było otworzyć samochodu, bo konie wypadłyby na autostradę, jedyne, co nam się udało, to zajrzeć do nich od góry. Proszę uwierzyć - te oczy, ten błagalny wzrok - to pozostaje już w sercu na całe życie............ W samochodzie stało pięć zimnokrwistych koników - brudnych, upoconych, z powykrzywianymi od pracy nogami, jeden niewidomy (z bielmem na oku) obraca głowę, żeby na Dominika popatrzeć....... jak strasznie o tym pisać, jak ciężko to opowiedzieć, a co dopiero być na miejscu i to zobaczyć. Konie, które jadą na śmierć, pewnie jeszcze tego samego dnia pracowały - tak wyglądają, jakby dopiero co zostały wyprzęgnięte z wozu - skończyły pracę przy żniwach i są już zbyteczne, przecież nie zasłużyły na kawałek dachu nad głową, garść owsa, odrobinę spokoju, nawet ten niewidomy biedak...... patrzeć na niego było najtrudniej.......... Nasze leżą w stajni napojone, nakarmione, a te biedaki za swoją ciężką pracę dostały drogę na śmierć. Jakie to straszne, jak bardzo niesprawiedliwe..... Zdajemy sobie sprawę, że nie zmienimy świata - ludzie jedli mięso i jeść będą, ale jest nam wstyd przed tymi, które tam stoją, że jesteśmy ludźmi, że to właśnie ludzie - ich właściciele - sami cieszą się z zakończenia żniw, a konie skazali na śmierć...... wszędzie słyszymy, że trzeba wysprzedać, bo nie będzie czym karmić, bo była susza....... nie zmienimy świata, ale w takich chwilach jest bardzo ciężko, znowu płyną łzy..... nie możemy nic zrobić, musimy puścić samochód.......... odjeżdża, a my odprowadzamy je wzrokiem i prosimy znowu: "Wiatronogi Boże koni, spraw, żeby umieranie nie bolało"..... Kierowca na pożegnanie zaznaczył nam, że ma nasze nr samochodu i jak spotka nas następnym razem, to poprostu zepchnie z drogi. Kiedy będzie lepiej, kiedy może się zmienić sposób, w jaki traktujemy zwierzęta, jeśli tak - i to bezkarnie - traktują nas ludzie tylko dlatego, że zgodnie z prawem chcieliśmy zobaczyć, że wykonywaliśmy to, co do nas należy...... Kochani, w tych chwilach zwątpienia i załamania tak bardzo się cieszymy, że mamy Was - naszych kochanych sponsorów, przyjaciół, dlatego z serca prosimy nie zostawiajcie nas, wspierajcie nadal nasze akcje, pomagajcie razem z nami zwierzakom Agnieszki - ratujcie razem z nami tych końskich i innych skazańców..... Dla nas i dla Was zwierzęta są przyjaciółmi i wiemy, że nie zabronimy transportów - chociaż marzymy o tym, aby skreślić konia z listy zwierząt rzeźnych - to zwierzę wykonuje niewolniczą pracę dla człowieka, a co otrzymuje w podzięce????? Stojąc tam na drodze, marzyliśmy o jednym - abyśmy mogli otworzyć taki kanion i odkupić wszystkie - ile ich tam będzie - i dać im to, czego w życiu pewnie nie zaznały: spokój i odpoczynek od ciężkiej pracy oraz miłość człowieka... aby nie było tak jak teraz, gdy tych pięć biedaków - zamiast na odpoczynek - zejdzie z samochodu na linię ubojową, bo skończyła się praca i nie są potrzebne. Nie zostawiajcie nas, bądźcie z nami, to tak bardzo dla nas ważne w obliczu codziennych problemów w Przystani, śmierci, która nas w tym roku nie opuszcza, wobec licznych problemów rodzinnych (jesteśmy matkami, żonami, mamy swoje rodzinne i życiowe tragedie)........ cieszymy się, że mamy właśnie Was - czasem wiernych od kilku lat, a czasem nowych przyjaciół...... bez Was, Kochani, nie byłoby 86 naszych ocalonych koników i 18 u Agnieszki................