DEBORA

.

Debi trafiła do nas we wrześniu 2008 ma 3 lata i jest niewidoma i zamieszkała razem z naszym niewidomym Karmelem (Wotsonem)- "miłość od pierwszego wejrzenia". Karmel bardzo się ucieszył z jej towarzystwa, przewiesza głowę, aby być jak najbliżej niej, razem chodzš po pastwisku. Debi i Bodzio żyjš tylko dzięki Państwu Małgosi i Jerzemu Bodzioch, którzy wpadli na pomysł i podczas uroczystości z okazji 50-tych urodzin Pana Jerzego, zamiast kwiatów i prezentów zebrać środki finansowe, dzięki którym zostały wykupione te 2 koniki. Bardzo im za to dziękujemy.

21 września 2012

Prosimy, posłuchajcie historii...

Prosimy, posłuchajcie historii - długiej, momentami tragicznej, ale ze szczęśliwym zakończeniem. Prosimy, poświęćcie kilka chwil i zastanówcie się, czy moglibyście pomóc w tworzeniu tej wspaniałej opowieści...

***

Debora i Watson trafiły do nas ponad 6 lat temu z powodu choroby zwanej miesięczną ślepotą... Dla koni to właściwie wyrok, ponieważ z dnia na dzień tracą wzrok bez szansy na wyleczenie...

Deborka miała półtora roku, gdy zachorowała, i choć ma "dobre papiery" ze świetnym pochodzeniem, stała się bezużyteczna zarówno jako koń sportowy, jak i matka.. Natomiast Watson był wspaniałym, sportowym koniem odnoszącym sukcesy na parkurze... Ale i to nie zagwarantowało mu godnej opieki i emerytury u ludzi, u których się wychował...

Do stajni najpierw trafił Watson, długo nie mógł się odnaleźć, ale w końcu nastał ten dzień, kiedy zaczął się aklimatyzować i zaprzyjaźnił się z innymi końmi. Rok później przyjechała do niego Deborka. Od pierwszego dnia przypadły sobie do gustu, nie można ich rozdzielać, zawsze idą razem na pastwiska, a właściciele stajni bardzo dbają o to, żeby było im dobrze. Niestety pomimo troskliwej opieki, oczy dają o sobie znać - wciąż potrzebne są krople i inne leki, które kosztują niemało... Utrzymanie koni w optymalnych dla nich warunkach też kosztuje, ale to jedyna opcja, żeby czuły się dobrze.

W pewnym momencie z powodu braku środków byliśmy bliscy decyzji, aby je przenieść do naszego przytuliska... Jednak niewidome zwierzaki przeprowadzać w nowe miejsce jest ogromnym ryzykiem. Udało się zgromadzić środki na kompleksową diagnostykę i zaleczyć ich oczy, ale to kwestia czasu, kiedy znów choroba da o sobie znać. Dlatego teraz zwracamy się do Was, kochani, z prośba o pomoc, o środki na ich utrzymanie i leki... Ponieważ są daleko od Przystani, to nie mają szans na znalezienie sponsorów tam na miejscu, ale może ktoś z okolic Warszawy zakocha się w nich i zechce pomagać w ich utrzymaniu, odwiedzać je, czyścić... Im sprawiłoby to wiele radości, a nas odciążyło, gdyż wydatków przed zimą jest tak dramatycznie wiele, że nie sposób ogarnąć wszystkiego. Potrzeby i wydatki tak rosną, że nie nadążamy z opłatami... Debet goni debet i kolejne monity... Nie jest to wszystko dla nas łatwe ani przyjemne, dlatego - z powodu braku możliwości jakiegokolwiek innego wyjścia - błagamy Państwa o pomoc w utrzymaniu Deborki i Watsona...

A może jakaś szkoła zgodziłaby sie zostać ich patronem...?