FADO

.

24 maja 2009

"Wszyscy Ci których dotknie miłość, stają się nieśmiertelni, istnieją w sercach tych którzy miłością Ich obdarzyli". Pożegnanie Fado

 

Księga gości

"Głębia żałoby jest miarą miłości, żałoba odejdzie, a miłość pozostanie"..... no i pozostanie na zawsze w nas, choć ty nie kochałaś ludzi, starałaś się żyć obok nas, nawet często udawałaś, że nas nie widzisz. Trudno się dziwić…. Kiedy do nas trafiła była zagłodzona, odwodniona, bardzo wystraszona i nieufna. Miała silną anemię, ogromną ranę na szyi- zerwany ogromny kawał skóry, rany na nogach, zapalenie wymienia pełnego mleka….. do takiego stanu doprowadził ją przecież człowiek. Poprzedni właściciel nie był dla niej łaskawy, kiedy zachorowała nie zasłużyła na leczenie, ale trafiła do rzeźni, nikomu już niepotrzebna z 28 innymi końmi oczekiwała na śmierć (kwiecień 2007). Tylko ze względu na ogromną ranę na szyi została odstawiona z linii ubojowej. Jej życie zostało ocalone właściwie w ostatniej chwili, kiedy wszystko już wydawało się niemożliwe i przesądzone. Przed rzeźnią czekała chłodnia na końskie mięso, wszystkie sztuki były już zamówione, dlatego walka o życie Fado była bardzo trudn, ale warto było. Zawsze bardzo mocno przeżywamy takie wydarzenia- widok rzeźni, koni, które czekają na ubój, ich wzrok, rżenie- trauma tego dnia pozostanie z nami na zawsze, zresztą jak i pamięć o niej. Przeżyła z nami 2 lata i 2 tygodnie. Miała w sobie jakieś dostojeństwo, mądrość, spokój, ale i wielki dystans do ludzi. NIE ZDĄŻYŁA pokochać  ludzi, zabrakło czasu…. a może nie chciała? Odpowiedź na to pytanie odeszła razem z nią. Przeżyliśmy wspólnie 2 lata, patrzyliśmy jak zarasta jej rana na szyi, choć rokowania były ostrożne, jak pięknieje, zmienia się i z jaką miłością podchodzi do innych koni, bo to właśnie one były jej światem, w którym my ludzie zupełnie się nie liczyliśmy…. Tak bardzo się cieszyliśmy, że jest lepiej, choć ogólnie stan zdrowia FADO określany był jako zły. Miała problemy z sercem, niewydolność krążeniową, raz nawet już kilka dni leżała, lekarz przyjechał, aby podjąć ostateczną decyzję, a nam udało się ją postawić na nogi i przywitała go stojąc, i tak stała już przez kolejne miesiące.... Staraliśmy się, aby miała wszelkie potrzebne lekarstwa, preparaty, dobrą karmę, aby chociaż na koniec życia miała to wszystko czego- z całą pewnością- nie miała wcześniej. Ostatnio oprócz problemów z sercem i krążeniem doszły jeszcze kłopoty oddechowe. Lekarstwa, zastrzyki, inhalacje niestety już nie pomogły- wiedzieliśmy że stan jest poważny, ale myśleliśmy, że się uda jak kiedyś….. jednak w niedzielne popołudnie 17 maja FADO ODESZŁA, zostawiła swoją przyjaciółkę, staruszkę Angelę, która bardzo za nią tęskni....

Kolejny raz pragniemy w imieniu naszym i FADO podziękować tym wszystkim Państwu, którzy pomogliście nam w jej ratowaniu i utrzymaniu, szczególnie dziękujemy Kasi Kresek Urbaniak- to  właśnie Kasia wsparła finansowo wykup, nadała jej imię i utrzymywała do końca oraz Agnieszcze Błazków za pomoc finansową dla niej. Dziękujemy lekarzom weterynarii- szczególnie Panu Mieczysławowi Hławiczce, który opiekował się FADO od dnia wykupu i był przy niej do końca , dziękujemy też Dominikowi, bo to On z ogromną determinacją walczył o jej życie, kiedy stała w rzeźni i wywalczył dla niej ponad 2 lata. Dziękujemy również Krysi za Pomoc bioenergoterapeutyczną. Dziękujemy naszej pracownicy Alinie za opiekę, szczególnie w ostatnich dniach życia FADO, oraz naszym wolontariuszom i wszystkim, dzięki którym doświadczyła dobra od ludzi i końskiej przyjaźni.