INGO

.

05 września 2009

Ingo- cudem uratowany

Nasi sponsorzy podesłali nam informację o trwającej na jednym z for internetowych akcji, ratowania konia Kasztanka. Przeglądając ten wątek dotarliśmy do Doroty - wspaniałej dziewczyny, która również ratuje konie - to właśnie Ona podjęła walkę o życie Kasztanka przy pomocy forumowiczów. W jednym z wpisów opisała wygląd i stan koni, które stoją w stajni razem z ratowanym Kasztankiem. Jest to miejsce gdzie skupowane i gromadzone są konie, a kiedy nazbiera się odpowiednia ilość i nikt nie kupi ich do dalszej pracy, to wywożone są do rzeźni. Koni było kilka, z ciężkim sercem czytało się te wpisy, aby zdecydować, którego wybrać spośród nich, a resztę skazać na śmierć, dlatego też poprosiliśmy właśnie Dorotę, aby ona ocaliła życie jednego. Zdawaliśmy sobie sprawę jak bardzo będzie jej ciężko-sami przechodzimy przez to stale-widziała te konie wcześniej, głaskała, tuliła. Kiedy pojechała płacić zaliczkę za ratowanego przez siebie i forumowiczów Kasztanka, chciała chociaż tego ostatniego dnia w ich życiu dać im marchewkę... spóźniła się o kilkanaście godzin- stajnia była pusta, a konie były już tam, gdzie nie można im pomóc. Jednak oprócz jej konia pozostał jeszcze jeden, który nie zmieścił się do tego transportu, ale miał wyjechać do rzeźni następnego dnia z innymi końmi, z podobnego miejsca. Dorota wyprosiła życie dla niego-los zdecydował-a my pojechaliśmy dokonać transakcji finansowej, aby móc go zabrać.

Koń wyglądał źle, kilka dni wcześniej zanim trafił do tego miejsca, w którym oczekiwał na rzeźnię, pracował jeszcze w lesie. Miał kopyta po ochwacie, nieudolnie i źle podkute, mocne obtarcia od chomąta- rany były świeże. W takich miejscach konie stoją już tylko w stajni, krótko wiązane, ze stałym dostępem do jedzenia, aby waga wzrastała i nie traciły na masie przez niepotrzebny ruch, dlatego strasznie rozdęty od tuczenia brzuch sprawiał, że miał problem ustawić się w przyczepie do przewozu koni. Do tego koń nie widzi na jedno oko- prawdopodobnie w lesie uległ wypadkowi i oko się rozlało- z drugim też jest problem, też jest częściowo uszkodzone. Zdajemy sobie sprawę, że już nikt nie kupiłby go do żadnej pracy, czekała go tylko jedna droga -na śmierć -za tyle lat ciężkiej pracy, o czym świadczą poranione i mocno powykrzywiane nogi. Bolały go również wszystkie mięśnie, każdy gwałtowny ruch sprawiał mu ból. Na nowe życie otrzymał imię Ingo.

Pragniemy podziękować wszystkim Państwu, którzy przekazali środki finansowe na ratowanie Grosika, bo to właśnie z funduszu przeznaczonego na ratowanie Grosika udało nam się uratować Ingo. Obecnie Ingo wraz z Grosikem zamieszkali w jednej stajni pensjonatowej - i są tam szczęśliwe. Pragniemy podziękować również Dorocie, która ocaliła mu życie. Na zawsze w sercu i pamięci pozostanie jednak wspomnienie o tych, które jeszcze poprzedniego dnia stały z Ingo i Kasztankiem w jednej stajni, a dzisiaj są już tylko mięsem.

Ingo bardzo potrzebuje pomocy -ma około 20 lat i ciężkie życie za sobą. Nogi ma tak powykrzywiane-być może miał także uszkodzony staw biodrowy - że przypomina nam naszą klacz Gryfkę. Jest spokojny i opanowany, cierpliwie znosi wszystkie zabiegi pielęgnacyjne. Potrzebuje dobrej paszy, preparatów na stawy, witamin, częstych wizyt kowala, a także musimy pokryć koszty utrzymania w pensjonacie. Dlatego też gorąco prosimy o pomoc finansową dla tego umęczonego konika. Za wszelkie wpłaty z dopiskiem: "Dla Ingo" z serca dziękujemy. Wpłaty prosimy kierować na konto zbiórkowe