KASZTANEK

.


Kasztanek już uratowany!

 

Właściwie jest to wielka radość - choć przez łzy! Kasztanek już został odkupiony i przewieziony do kliniki we Wrocławiu. Nie udało się go podnieść-musiał być wciągnięty do przyczepy na leżąco i w takiej pozycji przewieziony do kliniki, gdzie nadal leży. Rokowania nie są optymistyczne, a wręcz....... - konsultowano jego przypadek z różnymi specjalistami i już wiele wykluczono - ale właściwie cały czas jego życie jest pod znakiem zapytania. Obecnie jest mu podawany lek o nazwie nivalin - i on jest w tej chwili najbardziej potrzebny - znów więc zwracamy się do Państwa - są to zastrzyki podawane też ludziom - może ktoś może mu podarować ten lek. Jest potrzebna dość duża ilość - jednorazowo kilka ampułek. Jest przemiłym, ciekawym świata konikiem - podbił serca pracowników kliniki i studentów na praktykach. Bardzo byśmy chcieli, żeby udało mu się podnieść i chcielibyśmy, żeby żył. Prawdopodobnie jest jeszcze młodszy niż sądziliśmy początkowo- może mieć 14 miesięcy. Musimy się spieszyć, każdy dzień  leżenia to nieodwracalne zmiany w organizmie. Bardzo gorąco dziękujemy za pomoc w wykupieniu Kasztanka, a teraz bardzo prosimy o wspieranie nas w jego leczeniu- bez Państwa pomocy jest to niemożliwe. W czasie transportu Kasztanek zachowywał się bardzo grzecznie, a jechaliśmy z nim przeszło 500 km- całą drogę skubał sianko. Najbardziej obawialiśmy się tego, jak poradzimy sobie z rozładunkiem leżącego konia w klinice we Wrocławiu - ponieważ byliśmy tylko we trójkę. Jednak tam spotkało nas bardzo mile zaskoczenie- na Kasztanka czekała już cała ekipa gotowa do rozładunku, za co z całego serca dziękujemy Panu Dr Jakubowi Nicponiowi. Został tam niezwykle troskliwie i życzliwie przyjęty - był przecież niesamowicie przerażony, chyba pierwszy raz w życiu zobaczył neonowe światła i tak strasznie się ich wystraszył, że gdyby  umiał chodzić to pewnie uciekłby. Jest taki młody i wielka chęć życia tkwi w nim- dużo zależy od niego, ale też od lekarstw, które zostaną mu podane- prosimy o pomoc! W swoim krótkim życiu doświadczył już wiele zła- kiedy przyjechaliśmy po niego leżał we własnych odchodach, był cały mokry, a to co zobaczyliśmy tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że wiele możemy się nauczyć od zwierząt. Obok niego stała końska przyjaciółka niedoli- miała może zaledwie 10 miesięcy - jednak z wielkim poświęceniem wylizywała całego, leżącego Kasztanka, a w momencie rozpoczęcia ładowania tak strasznie za nim krzyczała, nerwowo biegała po malutkim boksie (właściwie trudno to nazwać boksem), a i Kasztanek nawet kiedy już był w naszej przyczepie rżał za nią bardzo długo- to było ich pożegnanie, które i nas doprowadziło do łez. Niestety los klaczki był przesądzony... . Jak trudno zabrać jednego, kiedy patrzą inne oczy i też proszą - ale niekiedy nie ma innego wyjścia... no i to bardzo boli. Bardzo prosimy - wiemy, że czas przedświąteczny nie sprzyja takim decyzjom i wydatkom - ale może ktoś zrobi mu prezent świąteczny - prosimy o kontakt telefoniczny 0501 241 784. Dziękujemy za każdy grosz, za każdą złotówkę przekazaną na leczenie Kasztanka.