MAJA

.

18.09.2005 podczas pochodu dożynkowego, z wielka gracją ciągnęła pięknie przystrojony wóz...  W trakcie marszu dostała silnego ataku mięśniochwatu, w jednej chwili  porażony został zad - zaczęła powłóczyć nogami, a zanim zdążono odpiąć ją z uprzęży, już przysiadała na tylnych nogach. W końcu położyła się, nie mogąc dłużej utrzymać ciężaru własnego ciała... Straż pożarna pomogła ją załadować na lawetę i  przetransportować na "swoje" pastwiska. Już nie była podziwiana... Do rana leżała na zimnie... Właściciel, choć z żalem," bo dobra była pod siodło i do bryczki" zadzwonił po "rzeźnię". Przyjechali, zważyli - 500kg. Miała od razu być zabrana do zakładu... Na szczęście dziewczynka, która się opiekowała izabelowatą Mają, zadzwoniła do nas. Cudem zdążyliśmy wszystko odwołać!