SAJRA

.

"Uratowana cudem"- pożegnanie Sajry .........

4 lata- tyle razem przeżyliśmy.... gdy przybyłaś do Przystani byłaś bardzo chora i wynędzniała- obolała, wychudzona, nieufna, niechętna do kontaktów z ludźmi, pewnie także tęskniłaś.... jakie tragedie przeszłaś, możemy się tylko domyślać, bo w takich sytuacjach nikt nie mówi prawdy do końca... jednak po przybyciu do Przystani badający Cię weterynarz stwierdził obrażenia poporodowe… infekcja, krwiaki, ropa, niedomknięcie szyjki macicy świadczyło o niedawno przeżytym porodzie oraz o nieodpowiedniej pomocy, wręcz o nieudzielaniu Ci pomocy weterynaryjnej, o skazaniu Cię na długotrwałe cierpienie...... do tego opuchnięte słoniowate obie tylne nogi, otwarte rany, z których ciekła ciurkiem ropna wydzielina, okropnie śmierdzące odchody, świadczące o wewnętrznej infekcji, zatruciu organizmu……. może poród był nieudany- niewiadomo- ale jedno jest pewne, że stałaś się nieużyteczna dla ludzi, którzy z tego powodu skazali Cię na śmierć i nawet nie leczyli czekając tylko na transport do rzeźni… a kiedy już przyjechał samochód zabierający z tamtej stadniny konie "odpady hodowlane" do rzeźni, gdzieś się zapodziałaś- a może nawet specjalnie schowałaś i uratowałaś sobie życie……. znalazł się jeden człowiek o wielkim sercu, który tam pracował i znał Twoją historię, któremu na Tobie zależało i chciał Cię ocalić, dzwonił, szukał pomocy, aż trafił do nas błagając o ratunek "cudem uratowana” tak myśleliśmy o Tobie, gdy już przybyłaś do Przystani, aby żyć spokojnie do końca swoich dni- tyle wycierpiałaś więc chcieliśmy dać Ci spokojne i szczęśliwe życie, zaczęliśmy walczyć z chorobą, niedożywieniem, wyniszczeniem organizmu...... i udało się- intensywne leczenie, specjalna karma, dodatki paszowe, odżywki dla starszych koni i koni rekonwalescentów, witaminy… dzisiaj już wiemy, że cudem podarowałaś sobie 4 lata życia…… stałaś się ufna wobec ludzi, opanowana, spokojna, zaprzyjaźniłaś się z innymi końmi, miałaś swoje babskie kółko przyjaciółek- Dinki, Kara…. choć miałaś też folbluci charakterek i silną wolę, zwłaszcza, gdy chodziło o jedzenie, a szczególnie smakołyki-marchewkę, cukierki dla koni….. stałaś się maskotką Przystani- wszyscy odwiedzający pamiętają obwąchiwanie i obmacywanie wargami rąk i kieszeni, oraz ten twój wystawiony z boku języczek… jednak nie wszystko się udało- chore nogi to był twój stały i niestety odnawiający się problem, leczony podczas pobytu u nas także operacyjnie, dlatego kilka tygodni temu kolejny raz trafiłaś do szpitala, aby przejść operację wycinania raka strzałki w Szpitalu dla Koni Equivet u Dr. Pawła Golonki..... okazało się, że komórki rakowe wchodzą coraz głębiej, doszło już do zaatakowania ścięgna, wszystko wskazywało na to, że jest bardzo źle, że kolejny raz Twoje życie wisi na włosku, że tylna noga może okazać się nie do uratowania……czekaliśmy, mieliśmy nadzieję i wszystko szło ku dobremu, noga została uratowana, tak bardzo się cieszyliśmy , gdy odwiedzając Cię w szpitalu widzieliśmy poprawę....... ale położyłaś się i..... nie wiadomo z jakiej przyczyny paraliż zadu, mięśniochwat, brak reakcji na leki, odeszłaś….. siedziałam przy Tobie przez wiele godzin, walczyłaś, chciałaś wstać, żeby żyć,..... podnosiłaś głowę i rżałaś, gdy słyszałaś, że roznoszą jedzenie, gdy słychać było idące niedaleko konie, gdy inne konie rżały Ty też odzywałaś się do nich, rżałaś gdy wchodzili lekarze, gdy przychodzili ludzie, których kochałaś- Dominik i Dorota- podnosiłaś głowę, żeby ich lepiej widzieć, łzy płynęły z Twoich oczu, jakbyś rozumiała, że widzisz ich ostatni raz, gdy Dominik coś mówił, podnosiłaś głowę i patrzyłaś na niego..... tak bardzo chciałaś żyć, tylko mięśnie Cię nie słuchały........ odeszłaś od nas na zawsze, ale w sercu i pamięci pozostaniesz.... nigdy Cię nie zapomnimy........

Kolejny raz w imieniu Sajrusi i naszym pragniemy podziękować wszystkim Państwu, którzy przyczyniliście się do tego, że przeżyła z nami te 4 lata. Dziękujemy Panu (nie znamy nawet jego imienia), który zadzwonił do nas i prosił o pomoc dla niej, kiedy jej tak bardzo potrzebowała, kiedy chodziło o ratowanie jej życia, dziękujemy jej wspaniałym wirtualnym opiekunom Pani Agnieszcze Krajniczyn i Panu Andrzejowi Szentek z Wrocławia za finansową pomoc jaką okazaliście Sajrze odkąd tylko do nas przyjechała, za to, że ją odwiedzaliście w Klinice dla Koni kiedy tam przebywała, przynosiliście jej pyszne ciasteczka, które piekliście specjalnie dla niej oraz dla innych naszych koników, za słowa wsparcia w chwilach choroby. Dziękujemy Państwu Marzannie i Andrzejowi Kaczmarek za wspieranie finansowe jej utrzymania oraz Joasi Nowak, która opiekowała się nią podczas jej pobytu w Klinice we Wrocławiu, dziękujemy naszej Danie, która była z nią w ostatnich dniach choroby, kiedy jej stan tak bardzo się pogorszył, smarowała ją maściami, pomagała robić opatrunki, przewracała na drugi bok. Dziękujemy Forum Koniarzy Patataj, a szczególnie Markowi Wiśniewskiemu, Marcie, Agnieszce, Kasi oraz reszcie wspaniałej grupy adopcyjnej naszej Dinki, którzy również pomagali nam w tych trudnych chwilach, wspierali nas na różne sposoby. Sajra była im wyjątkowo bliska, bo była najlepszą przyjaciółką Dinki. Dziękujemy wszystkim Państwu, którzy przekazaliście środki finansowe na jej leczenie, wolontariuszom za opiekę nad nią. Dziękujemy lekarzom weterynarii, którzy ją leczyli i operowali-Dr. Andrzejowi Golachowskiemu, a w ostatnim czasie Dr. Pawłowi Golonce i jego zespołowi, szczególnie Dr. Anecie, Paniom Basi i Dominice za okazane jej serce........ odwiedzając miejsca wyścigów konnych lub strony internetowe z wiadomościami o wynikach różnych zawodów trafić można na konie, przy których mieniu pojawia się imię Sajry- jako matki lub nawet babki........ ona także startowała, może ktoś kto jeździł na niej powinien pamiętać o niej teraz.......