MRUCZUŚ

.

W piękny, świąteczny, kwietniowy dzień niczego się nie spodziewając napotkaliśmy na ruchliwej ulicy, wlokącego się ostatkiem sił „kociego męczennika” - jak nazwała go pani weterynarz. Jest to chyba nie pierwsza i nie ostatnia ofiara znowelizowanej niedawno ustawy, która pozwala myśliwym na odstrzał psów i kotów przebywających w lesie, a nawet 200 metrów od lasu. Znaleziony przez nas kot był w stanie skrajnego wyczerpania. Został potrącony przez samochód, leżał bez sił przy ruchliwej drodze. Zauważyliśmy go przypadkiem. Kiedy chcieliśmy sprawdzić, co mu się stało zaczął przed nami uciekać, a właściwie wlókł się po ulicy. Przednie nogi miał sprawne, tylne bezwładne. Był niesamowicie wychudzony, cały w ranach, osłabiony, bał się ludzi. Kiedy zawieźliśmy go do weterynarza okazało się, że nie tylko jest potrącony, ale jeszcze postrzelony. W jego ciele znajdował się śrut. Musiał zostać postrzelony dosyć dawno, gdyż rany były stare, zanieczyszczone i zaropiałe w wielu miejscach. Po prześwietleniu okazało się, że jedną nogę ma złamaną, drugą wybitą. Operacja trwała długo, gdyż złamanie kości okazało się bardzo skomplikowane trzeba było wyjąć śrut i wyczyścić ropiejące rany. Został też wykastrowany. Weterynarz, który go operował stwierdził, że ten kot jest męczennikiem - strasznie dużo wycierpiał. Po kilku dniach okazało się, że konieczna jest druga operacja, a właściwie amputacja części poranionej nogi. Rany były zbyt stare - skomplikowany zabieg nie przyniósł spodziewanego rezultatu. Nikt nie wie jak długo walczył o życie, dając sobie radę całkowicie samodzielnie. Obecnie powoli dochodzi do siebie, wymaga stałej opieki. Początkowo był bardzo nieufny w stosunku do ludzi, uciekał przed nami, nie pozwalał się dotknąć, fuczał z całych sił, gdy tylko próbowaliśmy się do niego zbliżyć. Wystarczyło jednak kilka dni, a wszystko się zmieniło - chce być blisko ludzi, daje się brać na kolana, kiedy odchodzimy woła nas i wlecze się za nami jak może najszybciej. Chce być przyjacielem ludzi. Na zawsze zostanie już kaleką, będzie potrzebował ludzi, bo bez jednej nogi nie może wrócić już na wolność - nie dałby sobie rady. Po tak wielu cierpieniach i krzywdach, które były dziełem człowieka chcemy zapewnić mu stałą pomoc i opiekę. Bardzo potrzebujemy Państwa pomocy, gdyż jego rekonwalescencja potrwa jeszcze dość długo. Jeśli ktoś z Państwa chciałby nam pomóc - z góry dziękujemy.