TOMI

.

Tomi to roczny kocurek bez oka. Stracił je, gdyż ludzie chcieli się pozbyć z piwnic swojego bloku kotki z młodymi. Po operacji patrzy na świat jednym okiem, co nie przeszkadza mu być wesołym, chętnym do zabaw kociakiem. W jego wychowaniu pomogła udomowiona kotka „Panterka”, która przyjęła go jak swoje dziecko i wykarmiła własną piersią, choć sama nie ma młodych.

    

"Nie wiem gdzie jest moja mamusia, a gdy ją wspominam to serce mnie boli. Pamiętam, że kulała, a właściwie nie miała jednej nogi. Była dla mnie bardzo dobra, miała takie miłe i ciepłe futerko i tak wspaniale mruczała. Miałem też rodzeństwo- pamiętam, że przy maminej piersi było tłoczno, że musiałem się przepychać , a czasem nawet walczyć o miejsce dla siebie. Było nam wszystkim razem dobrze, mama myła nas swoim szorstkim, ale miłym językiem, a gdy to robiła czułem się tak jakby mnie głaskała z miłością. Dbała też o to, aby było nam ciepło. Czasem gdzieś odchodziła i wtedy było jakoś tak strasznie- zimno i pusto- bałem się, że nie wróci. Moja mama jednak zawsze wracała i znowu byliśmy razem. Lubiłem się bawić z rodzeństwem, byliśmy wszyscy razem bardzo weseli. Wspaniale było móc bić się, podgryzać, łapać za uszy i łapki, choć czasem bolało, to jednak sprawiało nam wszystkim wiele radości. Aż pewnego dnia wydarzyło się coś strasznego , co zmieniło całe nasze dotychczasowe życie. Mama często nas ostrzegała, że mamy unikać ludzi- mówiła, że mogą zrobić nam krzywdę. Kiedy ktoś z nich pojawiał się w naszej piwnicy, uciekaliśmy- a najczęściej chowaliśmy się za plecami mamy. Ona szukała dla nas bezpiecznego miejsca- umiała nas bronić i schować tak, że nikt nas nie widział. Ale tego dnia wszystko było inaczej -nasza mama nie wracała, musiało się coś wydarzyć, nigdy nie zostawiała nas tak długo samych. Kiedy wróciła, była bardzo pokrwawiona i strasznie kulała, potem zobaczyłem,że nie ma jednej łapki. Moja kochana mamusia- kiedyś taka była piękna. Przez wiele dni mamusia nie mogła wychodzić z naszej kryjówki, leżała tylko, lizała rany, a my nie umieliśmy jej pomóc. Z każdym dniem była coraz chudsza - my też, bo mama nie miała nas, czym karmić. I przy-szedł jeszcze jeden straszny dzień-zły człowiek wszedł do naszej piwnicy, do miejsca, które było domem moim, mojej kochanej mamusi i rodzeństwa i swoimi wielkimi rękami zaczął nas wywlekać z kryjówki. Mamusia leżała ranna i słaba, nie miała siły nas ukryć ani bronić i choć syczałem i ja i moje rodzeństwo, choć broniłem się jak umiałem, wielkie ręce człowieka oderwały mnie od mamusi i ......Co się potem działo nie pamiętam, kiedy się ocknąłem nie było mamusi ani rodzeństwa, byłem sam- obolały, pokrwawiony, nie mogłem się ruszać. Najbardziej bolała mnie głowa, oczy były tak opuchnięte, że nic nie widziałem. Przeraziłem się, bo poczułem, że znowu dotykają mnie ręce człowieka, ale było coś innego w tym dotyku. Ten dotyk przypominał mamusię- był miły, ciepły, pełen czułości.Te ręce zaniosły mnie do weterynarza i........ znowu nic nie pamiętam,ale przestało tak strasznie boleć. Kiedy już wyzdrowiałem okazało się, że nie mam jednego oka-straciłem je przez tamtego złego człowieka, który postanowił wyrzucić mamusię i nas z piwnicy bloku, w którym mieszkał. A jeśli chodzi o mamusię i rodzeństwo-nie wiem, co się z nimi stało, już ich nigdy nie widziałem. Mną zajęli się dobrzy ludzie i chociaż patrzę na świat jednym okiem, to jestem wesołym, zdrowym kocurkiem- wołają na mnie Tomi. Długo uczyłem się zaufania do tych ludzkich rąk - teraz już wiem, że są ludzkie ręce, które pomagają takim jak ja zwierzętom. Nie mieszkam tu sam, są tu inne koty, które mogą opowiedzieć swoje tragiczne historie. Nam się udało, jesteśmy szczęśliwi- a co z moją mamusią, rodzeństwem, z innymi miejskimi kotami, których ludzie tak okrutnie traktują-przeganiają, biją, obrzucają kamieniami, wrzucają do śmietnika, trują lub topią? Nie wiem gdzie jest moja mamusia, a gdy ją wspominam to serce mnie boli......."

To kilka wydarzeń z życiorysu miejskiego kota, który spotkał się z okrucieństwem ze strony człowieka. Takich okrucieństw jest wiele, każdego dnia. Może pomogą nam państwo ratować potrzebujące pomocy zwierzęta?!