Komitet Pomocy dla Zwierząt

Bank Śląski S.A. O/Tychy
Konto główne 91 1050 1399 1000 0022 0998 2426
Bank PKO S.A. I O/Katowice
Konto dla wpłat 1% dla OPP 64 1240 1330 1111 0010 4259 9930
Dla wpłat z zagranicy:
Nr IBAN: PL 91 10501399 1000002209982426
Nr BIC(SWIFT): INGBPLPW
nr KRS 0000015352
skrytka pocztowa 79
43-100 Tychy

 



Otrzymaliśmy nagrodę:
Serce dla Zwierząt


Zobacz materiał w UWAGA! TVN: klik


 Gabinet Bioenergoterapii Szansa

 

Komitet Pomocy dla Zwierząt posiada STATUS ORGANIZACJI POŻYTKU PUBLICZNEGO.

Jeśli chcesz pomóc nam ratować konie, możesz przekazać 1% swojego podatku.

(ŚCIĄGNIJ NASZ STATUT)



SZCZEGÓŁY


POBIERZ ULOTKĘ







KAMPANIE

2006



2007



2008



Twoje IP:


 

Przystań Ocalenie 

„Mój wiatronogi Boże koni

Czy Ty naprawdę widzisz wszystko?

I strach, i głód, i ból, i krew?

Nie ma nikogo z mojej stajni

I nie znam drogi na pastwisko.

Bardzo się boję, Panie mój,

Tutaj tak ciasno jest i ciemno,

I jestem sam, zupełnie sam,

Choć tyle koni jedzie ze mną...

Barbara Borzymowska – „Modlitwa konia z transportu”

Jeszcze bardziej ostrożni!

Jak Państwo wiecie nasza działalność to nie tylko prowadzenie przytuliska Przystań Ocalenie, działalność edukacyjna wśród dzieci i młodzieży, ale również szereg działań, które podejmujemy w obronie innych potrzebujących, krzywdzonych  i katowanych zwierząt. Często nasze działania narażają na niebezpieczeństwo  nie tylko bezpośrednio nas ale i tych, którymi się każdego dnia opiekujemy - ponad 100 naszych podopiecznych. Razem z Inspekcją Transportu Drogowego kontrolujemy samochody wożące zwierzęta na rzeź, uczestniczymy w kontrolach podczas odpraw granicznych zwierząt, kontrolujemy miejsca skupu, domagamy się poprawy losu zwierząt sprzedawanych na targu w Bodzentynie. Piszemy protesty, listy, kierujemy wnioski na Policję, do Prokuratury, oraz Głównego lub Powiatowych Lekarzy Weterynarii domagając się humanitarnego traktowania koni trafiających do końskiej rzeźni oraz ukarania sprawców dopuszczających się znęcania  nad zwierzętami. Nasza działalność nie należy  więc do przyjemnych i bezpiecznych - dlatego  jeszcze raz tłumaczymy dlaczego na naszej stronie nie podaliśmy i nie podamy adresu przytuliska. Każdego kto chce nas odwiedzić  oczywiście zapraszamy, ale po wcześniejszym telefonie (0 501 241 784). W ostatnim czasie wiele osób pisało nam obraźliwe maile, wpisywało się do księgi gości, dzwoniło z pretensjami, że nie chcemy podać adresu. Są też osoby, które rozumieją naszą ostrożność i proszą abyśmy na siebie uważali. Dopełnieniem czary goryczy jest fakt, że podczas jednej z interwencji pod adresem naszego Prezesa  padły groźby karalne - grożono mu pozbawieniem życia - za co Sąd wymierzył sprawcy karę w wysokości  600 zł - więc tyle jest warte  życie nasze i naszych zwierząt. Jeśli prawo nie chroni nas w należyty sposób  to my sami musimy zadbać o życie nasze i naszych zwierząt, dlatego  będziemy jeszcze bardziej ostrożni. Nasza strona internetowa jest znana i odwiedzana  nie tylko  przez osoby życzliwe i kochające zwierzęta ale również przez naszych wrogów. Za zrozumienie bardzo dziękujemy-jeśli jednak do kogoś nie dociera nasze wyjaśnienie to  bardzo przykro nam  z tego powodu - szkoda tylko, że są osoby, które potrafią z takiego powodu poniżać i upokarzać - jak byśmy mało mieli poniżenia ze strony ludzi okrutnych i krzywdzących zwierzęta.

Zarząd Komitetu Pomocy dla Zwierząt
 

 

Tutaj, w Przystani, jest im dobrze. Istny raj na ziemi. Mają przyjaciół, strawę, codzienną dawkę pieszczot, własne miejsce w stajni, swój kawałek łąki i gwarancję spokojnego dożywocia. Ale choć pod troskliwą opieką zagoją się im rany, a operacja pozwoli odzyskać sprawność, nigdy nie będą już takie jak wcześniej. Konie ocalone z transportów na rzeź.

***

Do konia z transportu koszmar przeszłości potrafi wrócić w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Do Luckiego wrócił gdy wprowadzano go do przyczepy. Wszedł z nawyku, posłusznie, a wtedy ciasne pomieszczenie na kółkach wypełniło się nagle krwią, odchodami, przerażonym oddechem stłoczonych w pojeździe zwierząt. Zapomniał, że obok stoi przyjaciel, zaczął się histerycznie, nerwowo trząść.  

Oczkiem w głowie Luckiego, ba, całym jego życiem od chwili przybycia do Przystani jest Batuta. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, zaborczo, na umór. Bywa zazdrosny nawet o troskliwe dłonie pielęgnujących ją opiekunów. Tworzą dobraną parę: wałach z przeszłością i klacz po przejściach. On ma kilkanaście lat, a wygląda na czterdzieści – był bity przez właściciela, miał zgniłe i popękane kopyta. Ona była rozrodową klaczą w jednej z renomowanych polskich stadnin, aż zachorowała na dychawicę. Przestała być potrzebna, wyrok brzmiał więc – na ubój. Nawet wydanie na świat dwunastu rodowodowych źrebiąt nie było okolicznością łagodzącą.

W "Przytsani Ocalenie" prowadzonej przez wolontariuszy mieszka dziś 35 koni: Batuta, Sam, Śnieżynka, Figa, Mona, Kuba, Kostek, Odra, Dinci, Sajra, Gala, Balbina, Oscar, Viktor, Myszka, Kolumb, Gryfka, Wanda, Hawana, Kara, Arlan, Brandon, Boomlight, Feliks, Sedum, Bąbel, Tina, Kaszmir, Toronto, Yours, Megan, Daktyl, Bajka, Fortek

***

Cena śmierci to 3-4 tysiące złotych. Tyle za 600-700 kilogramów „rzeźnego mięsa” płacą Włosi – główni odbiorcy koni eksportowanych z Polski na Zachód, gdzie w 2001 r. trafiło ich blisko 40 tysięcy. Cena życia jest niższa – zwierzęta odkupowane z transportów kosztują średnio kilkaset złotych, ale koszty długotrwałej kuracji przekraczają zwykle ich „handlową” wartość. Na 700 zł oszacowano życie Odry – piętnastoletniej klaczy rasy „konik polski”. Przeznaczono ją na rzeź, gdy okazało się, że z powodu ochwatu nie będzie mogła już służyć do nauki hippoterapii.

Przyszłość Karusia, trzymiesięcznego źrebaka była przesądzona od urodzenia – na skutek porażenia mózgu przyszedł na świat z przykurczem ścięgien w przednich nogach. Chodził z trudem, co chwilę się przewracając. Dlatego – jako towar wybrakowany – handlarze wycenili go tylko na 200 zł. Na nic zdały się wysiłki właścicieli, którzy tuczyli go z premedytacją, chcąc uzyskać jak najwyższą stawkę. Gdyby na targu w Bodzentynie nie wypatrzyli go członkowie Komitetu, trafiłby niechybnie do włoskiego transportu. Dzięki nim, zamiast umierać w bólu i strachu, cieszył się życiem jeszcze przez miesiąc. Odszedł na zawsze dwa dni po operacji, do końca otoczony troskliwością ludzkich przyjaciół. Na skutek niewłaściwej diety miał zdeformowane serce i płuca.

Przyczyną skazania na śmierć Nadziei, klaczy ze sportową przeszłością, uratowanej w czerwcu ubiegłego roku z jednej z polskich baz przeładunkowych, był lekki niedowład tylnej nogi, efekt upadku i złamania miednicy. O losie Mystica, który przez kilkanaście lat służył do rekreacji, osiągając doskonałe wyniki w zawodach w powożeniu zaprzęgiem, zadecydowała ciężka choroba kopyt. Nabyta – należy dodać – wyłącznie z winy człowieka, który eksploatował go nadmiernie i w nieodpowiedni sposób. W przypadku Urbanka, odkupionego – podobnie jak Nadzieja – z kolejki po śmierć, zaniedbania były tak wielkie (anemia, choroba nerek i niedowład mięśni), że nie udało się go ocalić. Dla siwego, ponad dwudziestoletniego Węgielka, zabranego z ulicy w Zabrzu, gdzie leżał wycieńczony, z pooranymi bokami, nie zdoławszy uciągnąć przeładowanego wozu z węglem, pomoc nadeszła w samą porę. Właściciel – któremu odebrano Węgielka na polecenie Prezydenta Zabrza, zdradził, że koń pracował wcześniej w kopalni jako siła pociągowa.

W Przystani wolny od złych wspomnień jest tylko Toronto. Urodzony już na wolności, syn dziesięcioletniej Figi, która już źrebna trafiła do przytuliska po udanej akcji ratowania 50 koni z rozlewiska Warty w Słońsku. Członkowie Komitetu pojechali do Słońska, aby wykupić tyle koni ile się da, uratowano tylko 2 –ponieważ na tyle starczyło pieniędzy; reszta zapewne i tak trafiła do rzeźni, bo po to je tam hodowano. W przeciwieństwie do płochliwej matki, której nieufność trzeba było długo przełamywać, przyzwyczajając nie tylko do zabiegów pielęgnacyjnych czy czyszczenia kopyt, ale nawet jedzenia owsa i marchewki, Toronto zachowuje się odważnie, tryska temperamentem, zachęca do zabawy wszystkich mieszkańców Przystani. Najbardziej upodobał sobie „dziadka” Węgielka.

Razem z Figą do przytuliska trafił jej syn – Brandon. Równie dziki jak ona, za wszelką cenę bronił swojej rodzicielki przed kontaktem z ludźmi. Nawykły do przekleństw i uderzeń bata, nie dowierzał, że za głaskaniem i miłymi słowami może kryć się coś dobrego. Po kilku tygodniach w Przystani złagodniał, spotulniał. Doprasza się o pieszczoty.

Brandon i Figa uniknęli rzeźni. Nie każdy miał tyle szczęścia. Gdy członkowie Komitetu wykupowali pierwsze konie- Tyszka i Kasztana obiecali sobie, że wrócą po trzeciego, na którego zabrakło pieniędzy. Kiedy przybyli na miejsce z uzbieraną sumą, stajnia była już pusta. Nieuczciwy pośrednik nie dotrzymał słowa - dzień przed umówionym terminem źrebak pojechał w transporcie na Sardynię.

***

Hodowcy koni dobierają sobie zwierzęta według zasady: młode, zdrowe i piękne. W Przystani jest inaczej. Największe szanse na azyl mają końskie kaleki: ze złamanymi nogami, które nie podołałyby trudom transportu do rzeźni, stare i schorowane.

Oprócz koni w Przystani znalazł schronienie Łapek – kot, któremu obcięto trzy łapki kosą podczas prac polowych. Gospodarze wyrzucili go do obornika, ale przeżył, ukrył się w jakimś miejscu i po dwóch miesiącach wypełzł na świat. Wrócił do domu, ale został z niego wyrzucony. Wolontariusze, którzy znaleźli go przy drodze, widząc, jak bardzo łasi się i pełza, prosząc o życie, zrezygnowali z zamiaru skrócenia mu cierpień poprzez uśpienie w lecznicy. Niedawno znalazł nowy dom w Katowicach, gdzie mimo kalectwa stał się przywódcą domowej gromady kotów.

Był też w Przystani Łatek – pies poturbowany jako szczenię przez ciągnik. Miał złamaną miednicę, wiec właściciele wyrzucili go, licząc, że szybko zdechnie. Choć od tamtych wydarzeń minęło już pięć lat, Łatek wciąż ucieka, słysząc dźwięk silnika, a z kilkutygodniowej walki o przetrwanie pozostał mu nawyk zakopywania części pożywienia. Ale i do niego uśmiechnął się los, ma dom, piękną budę i dobrych właścicieli.

Swój własny pokój mają koty, urodzone w jednym z polskich instytutów doświadczalnych i hodowane na medyczne eksperymenty. Znalazło się tez miejsce dla dwóch koziołków, które miały stanowić główną atrakcję pewnego ogniska, kilka królików, przeznaczonych niegdyś na pasztet, oraz dwie tuczne świnie i krowa.

***

Przystań Ocalenie nie jest normalnym miejscem. Nikt tutaj nie bije, nie upycha do klatek, nie kłuje śrubokrętem w oczy, nie otumania alkoholem. Nikt tu nie je mięsa. To dom zwierząt. Wszystko postawione na głowie: ludzki czas podporządkowany zwierzętom, domowe sprzęty przystosowane do ich potrzeb, zwierzęta żyjące w zgodzie. Psy śpią przytulone do kotów, koziołki obok świni, konie podchodzą do obcych i pozwalają się głaskać. Jakby wolały nie pamiętać, co często znaczy słowo „człowiek”. 

 


 
 
Księga Gości
   

 

 

    
 

©Copyright 05.2004. Site by sssmok®. Wszelkie prawa zastrzeżone.